h1

Whilte Lies / Snow Patrol London O2 Arena, 15. 03.2009 – Relacja z koncertu

marzec 20, 2009

 

dsc004252

Od naszego powrotu z Londyńskiego koncertu White Lies i Snow Patrol minęło już kilka dni, jednak cały czas  nie możemy po nim dojść do siebie. Oderwanie się od szarej rzeczywistości zapadło nam bardzo głęboko w umysłach i teraz, gdy jesteśmy juz w domu, wszystko jest jakieś takie szare, zwyczajne.
Zacznijmy jednak od początku.
Podróż rozpoczęliśmy juz o godzinie 10 – pociągiem z Lodzi do Warszawy. Na lotnisko dotarliśmy z dużym zapasem czasu, ale to tylko dlatego, że ja (czyli Kuba) muszę być  zawsze wcześniej, gdziekolwiek bym się nie wybierał (moja żona mówi, że to nerwica natręctw) . Lot przebiegł bez większych przygód, leciało się całkiem wygodnie a strach przed lataniem zabiłem za pomocą magicznych napojów, które serwowała nam obsługa. Ponieważ nie mieliśmy większych bagaży, nie byliśmy też skazani na czekanie na walizki, tylko od razu skierowaliśmy się do wyjścia, gdzie „przejęła” nas pani Bożena Haim z Universal rec.
Od tego momentu rozpoczął się bieg (dosłownie) – najpierw pociąg-express do Paddington, potem metro i szybki spacer do hotelu niedaleko stacji Pilmico. Londyn w niedziele nie jest juz taki zatłoczony, jednak mimo to na ulicach było pełno osób. Ponieważ znamy i bardzo lubimy to miasto poczuliśmy się trochę jak w domu. Poza tym, fakt, iż było cieplutko (około 17 stopni Celsjusza) spowodował, że dało się poczuć  klimat wakacji, urlopu. W hotelu mieliśmy pół godziny na przygotowanie się do koncertu i o umówionej godzinie, bardzo podekscytowani (można powiedzieć, że z „piosenkami White Lies na ustach”) wyruszyliśmy do hali O2 Arena, mieszczącej się przy stacji North Greenwhich (oczywiście metrem, gdyż jest to najszybszy sposób komunikacji).
Na miejscu widać było już  tłumy fanów. Ludzie, jak to w Londynie, poubierani bardzo różnie, ekstrawagancko, ciekawie, modnie, niemodnie, wyzywająco, skromnie, kolorowo, szaro, ciepło, luźno  – do wyboru do koloru!  Zastanawiałem się jak będzie odbywać się samo wchodzenie na koncert – przy kilku a nawet kilkunastu tysiącach osób, wydawać by się mogło, że zajmie to co najmniej godzinę. Nic takiego – żadnych kolejek, żadnych przepychanek. Wszystko sprawnie i szybko.  Bez przysłowiowej „angielskiej flegmy” (a tak na marginesie… czy ktoś kiedyś widział na własne oczy „angielską flegmę”? Ja nie miałem okazji…)
Bilety na koncert były numerowane, tak wiec skierowaliśmy się od odpowiedniego wejścia, gdzie z kolei steward wskazał nam nasze krzesełka (mieliśmy miejsca siedzące co po kilku godzinach podróży okazało się zbawienne). W momencie naszego przybycia grał pierwszy support – Concerto for Constantine, który właśnie kończył swój krótki, 20 minutowy występ. Po nich na chwile zapaliły się światła a my ujrzeliśmy jak ogromna jest hala O2 Arena.To było niesamowite miejsce, mogące pomieścić chyba z 20 000 osób. Jako ciekawostkę dodam, że O2 Arena jest swego rodzaju kompleksem rozrywkowo-gastronomiczno-klubowym. Na miejscu można zjeść , napić się alkoholu a nawet wnieść piwo na koncert (pomysł z plastikowymi butelkami widocznie się u nich sprawdził) .
Po 15 minutach na scenę wyszli muzycy z White Lies i występ  rozpoczęli numerem „Farewell to the fairground”. Ciarki przeszły po plecach, nogi zaczęły się same ruszać, gdyż jest to naprawdę znakomity utwór (mocno lansowany ostatnio w MTV2).  Kolejnym numerem był To Loose My Life, który  praktycznie wypromował ten zespół i sprawił, że zaczął być traktowany jako kontynuator mroczniejszej odmiany Indie rock’a (obok takich band’ów jak Editors czy The Bravery).. Publiczność bawiła się dobrze, jednak „tylko dobrze” -  brakowało spontaniczności. Owszem, po każdej piosence ludzie nagradzali muzyków gromkimi brawami, jednak nie czuło się szaleństwa, na które byliśmy przygotowani.
 Jakież wielki było nasze zdumienie, gdy po piątej piosence (Death) muzycy podziękowali wszystkim za zabawce i zakończyli występ. Przez chwile zapomnieliśmy, że byli oni tylko suportem – główną gwiazda tego wieczoru był Snow Patrol.
Podsumowując występ White Lies, można śmiało powiedzieć, ze są profesjonalni w tym co robią. Zastanawialiśmy się jak zespół sprawdzi się na żywo i okazało się, że muzycy są naprawdę dobrzy. Wokalista i gitarzysta Harry McVaigh dawał radę, nawet podczas śpiewania wyższych partii wokalnych, (które są dosyć trudne do wykonania na żywo). Sekcja rytmiczna spisywała się doskonale (szczególnie dużo do roboty miał perkusista, gdyż nie gra on prostych rytmów a raczej są to „bieganiny” po werblach, tomach, hi-hatach i pozostałych blachach). Zespół nie mógł obyć się bez pomocy kibordzisty, który nadawał Joy Division’owy charakter całej muzyce WL (klawisze są wszechobecne na płycie jednak klawiszowiec nie jest oficjalnym członkiem grupy). W „Farewel to the Fairgound” wykorzystano inne brzmienia pianina, które słyszalne jest na początku utworu – tym razem było to coś w rodzaju „dzwonków” , które trochę kłuły w uszy, ale tak naprawdę był to jedyny minus. Ogólnie mówiąc: bardzo dobry występ jednak o wiele za krótki! Pozostał wielki niedosyt.
W końcu naszedł czas na Snowi Patrol. Byliśmy ich ciekawi, chociaż przyznajemy z ręką na sercu, że nie byliśmy ich zagorzałymi fanami. Jednak to, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy zmieniło nasze zdanie o nich – o całe 180 stopni!
Pierwsze dźwięki Snow Patrol  uzmysłowiły nam, że jest Gary Lightbody i spółka zasłużyli sobie na miano super gwiazdy w UK. Nagłośnienie, światła, sceneria, telebimy – cały potencjał hali O2 Arena dał o sobie znać. Słuchając Snow Patrol mieliśmy wrażenie, iż muzyka leci z płyty – każdy dźwięk, nuta, tekst, wokaliza czy efekt był idealnie zagrany i wyśpiewany.  Członkowie  SP byli wspierani przez dodatkowych muzyków, którzy obsługiwali dodatkowe zestawy perkusyjne czy klawisze (z oddali udało mi się dojrzeć nawet legendarnego MiniMoog’a). Gościnnie pojawiła się również wokalistka Martha Wainwright (znana z piosenki „Set the fire to the third bar”). Podczas ich koncertu okazało się, ze publiczność wcale nie jest taka „drętwa” jak nam się wydawało. Po prostu czekała na główną gwiazdę! Podczas piosenki RUN, gdy cala hala śpiewała refren „Light up, Light up” ciarki przechodzily po plecach.
Snow Patrol “nie oszczędzali” fanów i zagrali większość swoich hitów. Usłyszeć można było m. in.  „How to be dead”, „Spitting Games”,” Hands open”, “Chasing Cars”, “You could be happy”, spomniane wcześniej “Set the fire to the third Bar”, czy “If there’s a rocket tie me to it”. Muzycy mieli doskonały kontakt z publicznością, widać było, ze granie na scenie to nie ich praca a pasja, która dzielą się z innymi. Prywatnie powiem tylko, że podczas koncertu zapomniałem o wszelkich problemach i „odpłynąłem” razem z muzyką. Półtorej godziny grania na żywo i… finisz! Koncerty w Londynie kończą się z reguły zgodnie z rozkładem. Tak wiec o równo o godzinie 10.30 było już po wszystkim!
Co potem? Równie szybkie i bezproblemowe wychodzenie z hali. Tym razem nie decydowaliśmy się na metro, gdyż świadomość tego iż z tej samej stacji ma zamiar wrócić kilka tysięcy osób, spowodowała iż postanowiliśmy poczekać na taksówkę. I tak skończyła się nasza przygoda na O2 Arena. Mamy co wspominać. Do zobaczenia na White Lies na tegorocznym Open’erze!
Pozdrawiamy i dziękujemy Trójce za możliwość uczestniczenia w tym koncercie.
Marta i Kuba Andrijewscy z Łodzi

Dodaj komentarz