Tak, tak… wiem. Zagądam tu badzo czasem. Aż sam zapominam, że w ogóle mam to konto…
Tym razem wrzucam tekścior-relacje z wypadu na tegorocznego Heńka-OPener’a. Było grubo…. Piwko i pet na śniadanie, bez stresu, że dziecko nie jadło(bo dziecka z nami nie było uhuuuu!) i takie tam klimaty studenckie.
Anyway – zapraszam do lektury. Tekst jak zwykle ukazał się w Dell Express (bo niby gdzie teraz miałbym qrva pisać…?), więc styl ma banalno-poprawny.

Heineken Open’er Festival 2009!
To było kolejne muzyczne święto w naszym kraju – tegoroczna edycja Heineken Open’er Festival zakończyła się 5 lipca 2009.
W ciągu czterech dni na 75 hektarach Lotniska Babie Doły k. Gdyni bawiło się ponad 70 tysięcy festiwalowiczów. 500 dziennikarzy pracowało próbując uchwycić jego klimat, 16,5 tysiąca osób zamieszkało na polu namiotowym a na 7 scenach wystąpili najlepsi artyści muzyki alternatywnej (od rock’a do elektroniki). Już podczas trwania imprezy prestiżowy brytyjski dziennik “The Times” uznał imprezę jednym z dwudziestu najlepszych europejskich festiwali co potwierdza fakt iż Polska jest coraz częściej odwiedzanym krajem przez zachodnie gwiazdy. Rzeczywiście było gorąco i to nie tylko z powodu sprzyjającej pogody. Znakomitą atmosferę zapewnili organizatorzy, muzycy ale również sami imprezowicze wśród których znalazło się wielu pracowników naszej firmy i to właśnie dzięki nim możemy zdać Wam relację jak było naprawdę. Let’s Rock!
Gwiazdy i debiutanci
Tegoroczna edycja (ósma w historii) jak zwykle przyciągnęła wielu znanych muzyków i zespołów. Nie były to jednak komercyjne „gwiazdy” lansowane do znudzenia przez rozgłośnie radiowe takie jak RMF czy Radio ZET a raczej wykonawcy znani z fal radiowych 3 Programu Polskiego Radia, Radia Eska Rock czy brytyjskiej stacji telewizyjnej MTV i MTV2. Ciężko było by wymieniać wszystkich tak więc nadmienię tylko, że Gdynię w tym roku odwiedzili m. In. Faith No More, The Prodigy, Gossip, White Lies, Arctic Monkeys, Madness, Moby, Placebo, Kings of Leon, Pendulum, Duffy i Basement Jaxx. Polacy nie gęsi I swoje gwiazdy mają dlatego też nie zabrakło rodzimych wykonawców takich jak Maria Peszek, O.S.T.R. czy Fisz Emade Tworzywo i Renton, którzy pokazali, że swoim poziomem nie odstają od światowej czołówki. Jak na prawdziwy festiwal przystało, promowane były też mniej znane ale bardzo obiecujące grupy muzyczne i nie tylko (oprócz koncertów odbywały się też pokazy mody, wystawy, pokazy filmów i animacji – podsumowując bardzo bogate „kulturalne menu”).
Ponieważ sama lista artystów była naprawdę imponująca organizatorzy przygotowali 7 dużych scen: Main Stage, Tent Stage, World Stage, Burn Beat Stage, Alter Space czy Fashion’er. Najbardziej oblegane były pierwsze trzy sceny. Poruszanie się między nimi było dosyć ciężkie ze względu na ilość widzów, jednak nie można powiedzieć, że niemożliwe (organizatorzy zadbali o sensowne ich rozstawienie). Każdy imprezowicz musiał brać pod uwagę, że nie jest w stanie zobaczyć wszystkich ulubionych wykonawców, dlatego też wiele osób decydowało się na jedną lub dwie gwiazdy danego wieczoru ale dzięki temu, często przez przypadek, można było zobaczyć inny, ciekawy występ. Tak było moim przypadku, gdy czekałem pod sceną na koncert White Lies udało mi się posłuchać bardzo udanego „grania” Emiliany Torrini (której twórczość była mi wcześniej mało znana).
Jak wypadły gwiazdy od strony muzycznej? Poziom by zdecydowanie wysoki, chociaż nie obyło się bez wpadek. Z problemami borykali się Brytyjczycy z Arctic Monkeys. Ta dość młoda, ale bardzo dojrzała artystycznie grupa spod znaku Indie-rocka zmuszona była przerwać występ z powodów technicznych. Na szczęście po niedługiej przerwie udało się im wrócić na scenę. Zbierając relacje na temat występów innych wykonawców wywnioskować można było, iż największym powodzeniem cieszyły się koncerty Moby’ego (porywał tłum do skakania swoimi nowymi, rockowo zaaranżowanymi utworami jak i starymi, rave’owymi hitami), Faith No More (reaktywowany przez Mike’a Pattona weteran sceny alternatywnego metalu), The Prodigy i Basement Jaxx czy White Lies (kolejni przedstawiciele nurtu „Indie”, u których widać było zaskoczenie gorącym przyjęciem za strony polskiej publiczności).
Duże szaleństwo na scenie i poza nią można było zaobserwować podczas koncertu amerykańskiej grupy The Gossip. Wokalistka Beth, znana ze swoich dość obfitych kształtów i prowokujących kreacji i tym razem nie zawiodła. By podziękować za owację postanowiła „zaprzyjaźnić” się z tłumem fanów schodząc ze sceny tuż pod same barierki.
Jednym z Malo docenianych ale bardzo udanych występów był sobotni koncert francuskiej grupy M83. Ci mało znani w Polsce przedstawiciele elektroniczno rock’a (tak naprawdę ciężko jest ich sklasyfikować) oczarowali publikę tworząc niesamowity klimat (łagodne i głębokie muzyczne „tła” przeplatane z klubowymi rytmami).
Byłoby niesprawiedliwością nie wspomnieć o występie Fisza i jego grupy na scenie namiotowej. „30 cm ponad chodnikami” czy „Jesteście gotowi” – te utwory zagrane na żywo sprawiły, że nie jednemu Openerowiczowi ciarki przebiegły po plecach!
Na koniec parę słów o występie Madness. Ta znana z lat osiemdziesiątych brytyjska grupa, również miała pecha, jednak spowodowany był on przez opóźnienie samolotu, który nie dowiózł muzyków na czas. Na szczęście panowie nie zawiedli (i chociaż z poślizgiem) to jednak zagrali, przypominając zdecydowaną większość swoich ponadczasowych hitów w stylu ska i rocksteady.
Organizacja
Jak sprawić by siedemdziesięciotysięczny tłum bawił się bezpiecznie? Organizatorzy pokazali, że wiedzą jak stanąć na wysokości zadania. Było bezpiecznie. Z pewnością tłumaczy to fakt iż na tego typu imprezy jeżdżą ludzie żądni dobrej muzyki a nie awantur. Przechadzając się po terenie festiwalu można było spotkać wielu młodych i starszych „rockowych melomanów”, ubranych nietuzinkowo, modnie i niemodnie ale przede wszystkim uśmiechniętych i nastawionych bardzo pozytywnie. Oprócz języka polskiego słychać było róże akcenty angielskiego, język niemiecki, rosyjski, czeski, hiszpański czy język i skandynawskie. Ale tak naprawdę nie było tu podziałów narodowościowych – o muzycznej jedności można było przekonać się nie tylko podczas koncertów ale także na imprezach „nieoficjalnych” odbywających się na polach namiotowych czy plaży. Trzeba tu zaznaczyć, że zdecydowana większość Openerowych gości korzystała właśnie z udogodnień turystycznych zagwarantowanych przez organizatora. Przede wszystkim było to pole namiotowe oraz specjalna przestrzeń dla osób chcących spać w camperach lub przyczepie campingowej. Zadbano też o zaplecze sanitarne (wc, prysznice) oraz gastronomiczne.
Do dyspozycji festiwalowiczów, jak co roku, przygotowano bezpłatne autobusy kursujące wahadłowo od Dworca Głównego w Gdyni na teren festiwalu.
Ciekawym udogodnieniem (sprawdzonym w poprzednich edycjach) było wprowadzenie „lokalnej” waluty czyli bonów, którymi płaciło się za wszelkiego rodzaju usługi i towary na terenie festiwalu. Płatności można było też dokonywać specjalnymi kartami pre-paidowymi – to wszystko po to by czekający często w długich kolejkach do stoisk gastronomicznych byli obsługiwaniu szybko i sprawnie.
Tegoroczny Opener był najdłuższym festiwalem tej serii. Organizatorzy już teraz przygotowują jego kolejną edycję na rok 2010. Kto na nim zagra jeszcze nie wiadomo, jednak to właśnie fani będą mieli duży wpływ na wybór gwiazd.